My na Majdanie

Przesuń w dół

Jeszcze Polska nie zginęła!

Polska jest obecna na Majdanie od samego początku. Były i są flagi, czasem mignie na czyjejś szyi szalik. Przyjeżdżają politycy, wygłaszają płomienne przemówienia. Wspieramy, podtrzymujemy, jesteśmy z Wami. Tłum wiwatuje, potrzebuje ciągłego zapewniania o światowej pomocy, potrzebuje wiary, że Europa i świat potrzebują Ukrainy. Na choince Majdanu, która oczywiście cały czas stoi, wiszą pojedyncze polskie banery. Wspieramy Majdan i w Polsce, zbieramy dary, leki, ciepłe ubrania. Gdzieś to zostanie odnotowane, usłyszymy szczere słowa podziękowania. W sieciach społecznościowych co jakiś czas mignie jakaś migawka bądź zdjęcie ilustrujące działania wspierające z naszego kraju. Przyjeżdża tu sporo polskich dziennikarzy, przypuszczam, że na tym tle też się wyróżniamy. Pokazujemy, że nas to wszystko interesuje. Że te procesy są nas ciekawe. Niedawno został ustawiony namiot Fundacji "Otwarty Dialog", która prowadzi tu działania obserwacyjne. Z daleka widać dużą biało-czerwoną flagę zdobiącą wejście. Razem to wszystko tworzy może nieco chaotyczny, ale jednak pozytywny przekaz, który odczuwa się rozmowach z napotkanymi Ukraińcami. Budujemy u nich wiarę, że jesteśmy krajem, któremu się powiodło i który chce dla nich tego samego. Hasło "Polska" ma tu naprawdę pozytywne konotacje.

Błędem, który jednakże mniej lub bardziej nieświadomie popełniamy jest mimo wszystko wkładanie bardzo dużego ładunku emocjonalnego tylko w jedną stronę politycznego konfliktu. Bo Majdan, jakby go nie oceniać, jest elementem wewnętrznego sporu innego państwa. Wspierając dążenia wiadomej strony gdzieś w podświadomości idealizujemy obecną opozycję, jak i sam ten termin. Trochę bezrefleksyjnie podchodzimy do zawiłości tak dużego protestu, w ramach którego też dochodzi do wielu wewnętrznych sporów. Być może tłumaczymy sobie całe to wydarzenie własnymi doświadczeniami, bliską nam tematyką zrywów narodowych i bliskością naszych państw. Brakuje nam często wiedzy co z czego wynika, czy wszyscy protestują, bo jest im rzeczywiście niedobrze? Czy zastanawiamy się dlaczego ileś osób dalej wspiera obecną władzę?

Kilka dni temu przedzierałem się z tłumem gapiów przez linię spalonych autobusów i ciężarówek na Hruszewskiego. Mężczyzna idący przede mną odwrócił się i coś niewyraźnie powiedział. Odpowiedziałem koniec końców, że jestem z Polski. Na co on z pięknym uśmiech i szelmowskim wyrazem twarzy skwitował: "Jeszcze Polska nie zginęła".
Uśmiechnąłem się i pomyślałem: "My nie, ale co będzie z Wami?".

Zobacz komentarze