Początek buntu

Przesuń w dół

Nastroje buntownicze narastały. Wszyscy czekali na niedzielę kiedy miał odbyć się wielki narodowy wiec. Sieci społecznościowe były przepełnione apelami polityków i zwykłych ludzi o przyjście. Wiec miał dać poczucie siły, ale obawy były. Czu uda się wyprowadzić na ulice tysiące mieszkańców Kijowa? Co robić dalej? Jak zareaguje władza?

Z poszczególnych wydarzeń zapamiętujemy pewne charakterystyczne momenty. Takie, które z jakiegoś powodu są dla nas najciekawszym obrazem tego w czym uczestniczyliśmy. Widok stacji metra "Plac Lwa Tołstoja" kilkadziesiąt minut przed rozpoczęciem wiecu był jednym z nich. Stacja była zapchana. Dosłownie. Schody ruchome z trudem dawały sobie rade z wywożeniem tłumów na górę. Błyskały flesze, ludzie z uśmiechem odwracali głowy i oceniali ilość osób. Tłum kierował się do Parku im. Tarasa Szewczenka. Setki flag narodowych i partyjnych łopotały pomiędzy drzewami. Jakieś bębny wybijały rytm, który jeszcze bardziej podnosił atmosferę. Za chwilę ludzkie masy, nieco chaotycznie ruszyły, w stronę Chreszczatyku. Nikt nie kontrolował haseł, każdy krzyczał co chciał. Fotoreporterzy wspinali się na latarnie i rusztowania aby złapać jak najlepsze ujęcia. Milicja była pochowana, a jedyny większy oddział był zgrupowany wokół pomnika Lenina. W tym momencie to właśnie on uosabiał obecną władzę i wszystko co złe w kraju. W stronę milicji leciały wyzwiska i pojedyncze banknoty, jako symbol zaprzedania się obecnej władzy. Został rzucony także pojedynczy kamień, złapany chłopak został wyszarpany i od razu okrzyknięty mianem prowokatora. Starszy mężczyzna podchodzi i wręcz krzyczy: "Fotografuj, fotografuj! Rób zdjęcia tym, którzy stoją tu za nasze pieniądze!". Emocje, chaos, krzyk. Fala ludzi wchodziła na Chreszczatyk. Leninowi tym razem jeszcze się upiekło.

Zobacz komentarze