Jałta

Przesuń w dół

Świeci słońce, Morze Czarne piękni mieni się w jego promieniach. Na nadmorskim bulwarze Jałty przechadza się o tej porze roku niewiele osób. Pogoda jeszcze za bardzo zmienna, a sezon turystyczny dopiero za jakiś czas. O napięciu związanym z sytuacją polityczną na Krymie i zbliżającym się referendum przypomina wojskowy namiot ustawiony pod pomnikiem Lenina. Wywieszono są na nim informacje o sytuacji politycznej w kraju, o podwójnych standardach moralnych opozycji, o Dymitrze Jaroszu, który szefuje osławionej organizacji „Prawy Sektor” i który to zamierza kandydować na urząd prezydenta Ukrainy. W namiocie można wpłacać pieniądze oraz otrzymać bezpłatną gazetę „Krym 24”, która prezentuje oczywiście prorosyjski punkt widzenia. Pojedyncze osoby przechadzają się z wpiętymi rosyjskimi wstążkami. Gra muzyka, ludzie przychodzą, czytają, wpłacają. Jałta, tak jak i pozostałe miasta Republiki, także nie jest obojętna co do dalszych losów całego półwyspu.

Tu zawsze była Ukraina

Kawałek dalej po kamienistej plaży ostrożnie kroczy zbieracz z wykrywaczem metali, który starannie przeczesuje kamieniste nabrzeże w poszukiwaniu cennych rzeczy. Podczas gdy ja go obserwuję i próbując uchwycić na zdjęciu jego pracę podchodzi do mnie uśmiechnięta starsza kobieta. Coś niewyraźnie mówi, ja coś tam odpowiadam, ale szybko znajdujemy wspólny język i temat.

Nieznajoma opowiada mi jak to sama znalazła pierścionek zaręczynowy w morzu, że to jakiś znak i dla niej samej. Uśmiechamy się, pogoda sprzyja takim zwykłym, błahym rozmowom na bulwarze. Przechodzimy do kolejnych tematów, rozmawiamy o Polsce, o Krymie i o obecnej sytuacji. Tego ostatniego tematu nie da się uniknąć. Ludzie rozmawiają o tym co będzie niemal na każdym kroku. Moja nowa znajoma przedstawia mi swój punkt widzenia na temat obecnych wydarzeń na Ukrainie. Nie podoba jej się fakt i sposób usunięcia pomnika Lenina w Kijowie. Szanuje Lenina za wszystko co zrobił dla Jałty, ale także dodaje, że rozumie, że w innych państwach mogą być inni bohaterzy. Nie podoba jej się obecna władza, nie podoba jej się wszystko co związane z Majdanem, ze złością mówi o walkach, w których ucierpieli członkowie Berkutu. Słucham jej spokojnie, jej słowa nie są czymś, czego nie usłyszałbym wcześniej na Krymie. To samo słyszałem wcześniej i w Symferopolu i Sewastopolu. Zmienia się co najwyżej najbardziej akcentowany zarzut pod adresem nowych władz. Moja rozmówczyni przedstawia mi taką wersję wydarzeń jaka tutaj na Krymie funkcjonuje. Majdan jest banderowsko-faszystowski, w Kijowie jest kompletny bałagan, trzeba bronić porządku przed potencjalnymi ekstremistami, którzy mogą przyjechać na Krym. Pyta mnie co ja o tym wszystkim sądzę. Odpowiadam, choć wiem, że pytanie jest bardziej z kurtuazji, niż z chęci poznania opinii osoby patrzącej z zewnątrz. Nie staram się mówić, że może się myli, że jest inaczej, że oto ja znam najprawdziwszą wersję wydarzeń i ich najlepszą interpretację. Staram się raczej podkreślać, że nie wszystko jest takie czarno-białe, że może warto na moment przemyśleć choć niektóre wysuwane pretensje.
W pewnym momencie podchodzi do nas córka mojej rozmówczyni. Po chwili rozmowy o wszystkim i o niczym widzę jak zaczyna bez powodu płakać. Zbliża się do mnie i mówi:

Wie Pan, w 1991 r. miałam 17 lat. Wychowałam się na innych wartościach i w innych realiach. Dla mnie tu była zawsze Ukraina. I nie mogę sobie wyobrazić, że za tydzień tego wszystkiego już nie będzie.

Ostatnie słowa niemal wyrzuca z siebie i odwraca wzrok. Zaczyna płakać jej matka. Ja milczę.

Jałta jest dalej słoneczna, a zbieracz wraz ze swoim kolegą dalej szuka czegoś cennego. Może to będzie jakaś drobna moneta, a może jakiś pierścionek.


11 marca 2014 r.

Zobacz komentarze