Ostatnia droga

Przesuń w dół

Pisałem niedawno, że coś się kończy, ale i coś się zaczyna. Pisałem o Majdanie jako całości, o zbiorze przeżyć, o walce, o niejasnej przyszłości stojącej przed ukraińskim narodem. Tym razem będzie troszkę odwrotnie, coś się kiedyś zaczęło, ale i niestety brutalnie zakończyło. To będzie krótka refleksja o śmierci, tym bardziej przejmująca, bo widziana z bardzo bliska.

Ostatnia droga osób, które zginęły w ramach majdanowego protestu wzrusza wszystkich. Ceremonia to jedna wielka modlitwa i piękne śpiewy. Nad trumną stoi rodzina i koledzy z pola walki. Gdzieś płoną świece, to tu, to tam ktoś płacze, kobiety otwarcie, mężczyźni próbują skrycie okazać swoje uczucia. Pożegnanie symbolicznie dokonuje się pod główną sceną stojącą na Majdanie. To stąd od zawsze płynęły nawoływania do walki i do obrony tego skrawka wolności, jak zwykło nazywać się Majdan. Trumna jest otwarta, spokojna i nieruchoma twarz otoczona jest wzruszonymi postaciami, które zerkają z góry na męża, brata, ojca albo po prostu towarzysza z barykady. Tłum przypadkowych osób jest potężną świtą towarzyszącą w tej ostatniej drodze kolejnym ofiarom walk. Nie jest obojętny i wręcz faluje w rytm emocji, które spajają wszystkich duchowo podczas tej uroczystości.

Majdan, którego głównym przeciwnikiem był prezydent Janukowycz zakończył się. Ale nowy rozdział jego funkcjonowania jest spojony z przeszłością pamięcią o ofiarach lutowych walk. Dziś widziałem jedną z wielu pożegnalnych ceremonii, dziś przeczytałem także, że od ran umarł jeden z ciężko rannych chłopaków, dziś też dowiedziałem się, że dalej nie jest wyjaśniony los dziesiątek zaginionych osób. Na Krymie wrze, we wschodnich okręgach Ukrainy też niepokoje, nowa władza nie panuje jeszcze nad wszystkim sferami życia. Straszne „wczoraj” i straszne oraz groźne „dziś”. Jakie więc w takim razie będzie „jutro”?

Zobacz komentarze