Tylko nie kłam

Przesuń w dół

Nocny pociąg, nocne rozmowy

Majdan widziałem we wszystkich jego stadiach, teraz chciałem zobaczyć także i Krym. Nocny pociąg do Symferopola, którym zmierzałem na krymski półwysep był stosunkowo pusty. W przedziale siedzieliśmy we dwóch, ja i starszy mężczyzna. Półmrok w przedziale sprzyjał rozmowie o życiu na Ukrainie i o sytuacji na Krymie. Wymienialiśmy się poglądami o rzeczywistych zagrożeniach, o tym jak widzimy to wszystko co dzieje się na Ukrainie, jak odbieramy racje obu stron konfliktu. Był ciekawym rozmówcą gdyż w gruncie rzeczy nie popierał żadnej ze stron. Widział plusy i minusy, nie starał się twardo stać za określoną opcją. Mówił, że ma znajomych z wojska po obu stronach „barykady”. Sam służył kiedyś w pułku desantowym. Przed końcową stacją kiedy już się żegnaliśmy powiedział mi, abym nie przekłamywał tego co zobaczę, abym pokazał Krym takim jakim jest. Podobne zdanie usłyszałem potem już na miejscu jeszcze kilka razy. Zawsze było wypowiadane spokojnie i serdecznie, wyrażało prostą prośbę, choć motywowaną ogólnym brakiem zaufania do wszelkich mediów i obserwatorów. Myślałem sobie, przecież w sumie to oczywiste, ale też zaraz przychodziła refleksja, jak nie pogubić się w tym całym szaleństwie przemian.

Przejazd z Kijowa na Krym to jak przemieszczenie się pomiędzy dwoma światami sformowanymi przez najaktywniejsze części lokalnych społeczności. Każdy z nich ma swoje przekonania, określonych wrogów i sojuszników, stereotypy i lęki. Oba światy generalnie pozycjonują się przeciwko sobie. My jesteśmy dobrzy, tamci są źli. Każda ze stron sporu stara się od razu przekonać do swoich racji posiłkując się oczywistymi w ich mniemaniu argumentami. Prosi o obiektywność, ale jednocześnie to ona sama chce jej nadać swój finalny kształt.
Na początku wydawało się, że będzie trudno. Potem okazało się, że było wyjątkowo łatwo. Wdawałem się, kiedy tylko to było możliwe, w rozmowy z ludźmi na ulicach czy też członkami samoobron na Krymie. Nie było przeszkód, była wręcz ciekawość i chęć podzielenia się swoimi poglądami. Zdarzały się wypowiedzi w mojej ocenie naiwne, były i takie które wręcz przekłamywały historię i rzeczywistość. Najciekawsze i najwartościowsze były jednak szczere rozmowy o tym dlaczego Rosjanie na Krymie czują się źle i jakie procesy zachodzą w krymskim społeczeństwie. Opowiadano mi dlaczego rosyjska ludność poczuła się zdradzona na początku lat dziewięćdziesiątych. Dlaczego w nowym państwie - Ukrainie, czuli się cały czas obco, a na dodatek to państwo nie dawało im poczucia siły i bezpieczeństwa. Do tego dochodziły problemy gospodarcze i ogólne poczucie, że przypadkowo trafili do przypadkowego państwa. Opowiadano o relacjach z Ukraińcami i Tatarami, nie było w tym wszystkim jakiejś wielkiej złości i zacietrzewienia.

Krym, który poznaje się na zwykłych ulicach i zaułkach miast półwyspu jest inny niż obecny przekaz medialny opisujący półwysep. Życie toczy się normalnie, ludzie chodzą na zakupy i jeżdżą autobusami. Widać plakaty namawiające do referendum 16 marca, ale poza tym jest to życie do bólu normalne. Nerwowość jest wyczuwalna, ale ją z kolei trudno oddać na zdjęciach. Nie widziałem agresji na ulicach i nie widziałem sytuacji niebezpiecznych wynikających bezpośrednio z faktu możliwej zmiany przynależności tego obszaru. Mam świadomość, że do wielu negatywnych zdarzeń dochodzi i pewnie będzie jeszcze dochodziło. Dzieje się wiele złych rzeczy, ogólna sytuacja z pojawieniem się wojsk rosyjskich jest trudna do zaakceptowania. Każdy negatywny moment należy piętnować, ale też nie powinny one przysłaniać spokojniejszej strony życia. Nie jest moim celem tłumaczenie określonych zachowań, staram się raczej pokazać pewne procesy, które teraz stały się jakąś podstawą dla separatystycznych działań.

Wczoraj będąc pod ukraińską jednostką otoczoną przez rosyjskich żołnierzy rozmawiałem ze starszym mężczyzną z dużym sumiastym wąsem, ubranym w zielony wojskowy kombinezon, który był członkiem miejscowej samoobrony. Zapytał mnie w pewnym momencie w jaki sposób tu przyjechałem i czy mam samochód. Odwołał się przy tym do przykładu jakichś dziennikarzy, którzy pakowali się do eleganckiego auta. Odpowiedziałem, że przyjechałem trolejbusem, bo po pierwsze tak taniej, a po drugie ciekawiej. On dodał od siebie, że tak pewnie jest więcej możliwości podglądania prawdziwego życia i rozmów z ludźmi. Przytaknąłem, a on życzył mi wszystkiego dobrego i uścisnął rękę.


14 marca 2014 r.

Zdjęcia uzupełniające powyższy tekst zostały zrobione w miejscowości Pierewalnoje położonej niedaleko od Symferopola. Zostały one także wykorzystane w artykule pt. Siły Specjalne Federacji Rosyjskiej, który ukazał się w Magazynie Ochroniarz

Zobacz komentarze