Pocztówka prawie z wakacji

Przesuń w dół

Eupatoria

W zeszłym tygodniu Krym był oficjalnie częścią Ukrainy. Choć niby wszystko zmierzało ku wiadomym rozwiązaniom, to nie było jednak tej ostatecznej kropki nad i. Referendum było co prawda w głowach wszystkich Krymczan, ale brak oficjalnych rezultatów zostawiał jakieś pole na wątpliwości i rozważania co będzie dalej. Ukraińcy wierzyli w cud, albo też byli pogodzeni już ze swoim losem. Rosjanie cały czas mobilizowali się do głosowania, choć było wiadomo, że niezależnie od napiętej sytuacji, wojska i uzbrojonych samoobron na ulicach, głosowanie i tak będzie rozstrzygnięte na ich korzyść.

Eupatoria, który leży ponad godzinę jazdy od Symferopola, była pogrążona w słońcu. Cisza i spokój towarzyszyły nielicznym osobom, które spacerowały obok ładnej piaszczystej plaży. Turystów jeszcze nie było, byli tylko mieszkańcy korzystający z pięknej pogody. Nieopodal ładnie w słońcu prezentowały się dwie świątynie, meczet i cerkiew. Nieduża, ale urokliwa dzielnica karaimska zachęcała do spaceru po nasyceniu się urokami Morzami Czarnego.
Chwilowa przerwa od większych i głośniejszych miast Krymu skłaniała ku przemyśleniom na temat przyszłości półwyspu jako miejsca wypoczynku licznych turystów. Właściwie wszędzie można było się natknąć na dyskusje o tym, czy półwysep będzie dalej przyciągał rzesze gości, w tym liczne grono podróżnych z Polski. Mówiono o tym w mediach, jak również poruszano ten temat i w prywatnych rozmowach. Opinie moich rozmówców były podzielone, mniej więcej tak samo jak przebiegała linia podziału narodowego. Ukraińcy kręcili głowami i byli absolutnie pewni, że sezon jest stracony. Nowa karta w historii Krymu była dla nich równoznaczne z krachem głównego źródła dochodów dla wielu mieszkańców. Rosjanie byli z kolei optymistami, im udzielał się ogólny nastrój euforii związanej z powrotem w granice Rosji. Turyści na pewno przyjadą, u nas jest spokój na ulicach, nie to co w Kijowie, w którym dominuje chaos i anarchia. Poza tym nowa-stara ojczyzna podobno obiecała, że przyśle do nas wczasowiczów.

Gościnni ludzie

Wyjeżdżając z Symferopola żegnałem się serdecznie z pracownicami hotelu, w którym się zatrzymałem. Pytały mnie na koniec o moje odczucia co do Krymu. Odpowiadałem zgodnie z prawdą, że podobało mi się i chciałbym wrócić. Miałem na myśli zarówno przyrodę jak i ogólny przyjazny stosunek samych mieszkańców. Sytuacja polityczna była w tym momencie gdzieś na dalszym planie. Na odchodne zadałem jednakże z uśmiechem pytanie, do jakiego kraju, jeśli wszystko się uda, ponownie przyjadę. To będzie jeszcze Ukraina czy też już Rosja. A może wersja pośrednia czyli teoretycznie niezależna Republika Krym. Usłyszałem optymistyczną odpowiedź, że to nie jest w tym momencie najważniejsze, ważne, że tu mieszkają tacy gościnni ludzie.
Tak, to bardzo ważne - pomyślałem w tamtym momencie. Tylko czy w obecnej skomplikowanej sytuacji to wystarczy?
17 marca 2014 r.

Zobacz komentarze