Idę na Was

Przesuń w dół

Taka była nazwa marszu, który odbył się w Kijowie w ten sam dzień co Marsz UPA. Rano zbierała się Swoboda i jej sympatycy. Wieczorem swoje wydarzenie zaplanowały środowiska ukraińskich nacjonalistów, generalnie spod znaku Prawego Sektora. Dodatkowo licznie stawili się żołnierze z pułku „Azow” formowanego w oparciu o te środowiska.

Wieczorowa pora na pewno nie była wybrana przypadkowo. Płonęły race i pochodnie. Petardy leciały pod nogi i na wszystkie strony. Ciemność budowała aurę siły zgromadzenia. Marsz przechodził obok miejsca gdzie kiedyś znajdował się pomnik Lenina. Teraz cokół pomnika służy jedynie za tablicę ogłoszeniową. Wodza rewolucji od czasów Majdanu już nie ma. Dudniły głośniki i powiewały flagi. Ukraina pokazywała w stolicy twarz, choć częściowo zakrytą kominiarkami, młodych i gniewnych, którzy w takiej formie wydarzenia znajdowali dla siebie miejsce dla manifestacji i zwykłego spędzenia czasu. Tłum wykrzykiwał swoje uznanie dla bohaterów Ukrainy i adresował nienawistne okrzyki pod adresem wrogów państwa.

Obserwacja chłopaków z „Azowa” i „Prawego Sektora” to w gruncie rzeczy lekcja pewnego elementu ukraińskiej sceny politycznej. Patrząc z daleka widzi się radykalizm albo przynajmniej tę agresywniejszą stronę danej organizacji. Przyglądając się z bliska widzi się ludzi z krwi i kości i czuje się dosłownie specyficzny zapach rac. Ale patrząc jeszcze bliżej i dokładniej dostrzega się powolne wchłanianie nowych rozpoznawalnych marek i osób przez świat ukraińskiej polityki. Prawy Sektor zaczynał jako zlepek nacjonalistycznych organizacji na Majdanie. Przyciągał swoją tajemniczością i mitem nieprzejednanych bojowników. Obecnie jest już partią polityczną, która wystawia kandydatów do parlamentu. Oddział Azow zaczynał chyba jako niewielki oddział, który generalnie w partyzancki sposób walczył z separatystami. Później przekształcił się w batalion, a obecnie stał się pułkiem podporządkowanym ukraińskiemu MSW. Teraz wielkie billboardy z wizerunkiem dowódcy Andrieja Bileckiego wiszą w Kijowie, a młodzi stronnicy rozdają gazetki i ulotki, które przypominają materiały agitacyjne najbardziej znanych ukraińskich polityków.

Podczas marszu przyglądałem się jak młode chłopaki w kominiarkach paliły flagę Komunistycznej Partii Ukrainy, nad którą potem ogrzewano sobie ręce. W ich mniemaniu, jak i pewnie zdecydowanej większości uczestników, obecnymi wrogami są teraz wszyscy, którzy zagrażają Ukrainie. Komuniści, separatyści, Rosja z Putinem na czele. To ci tytułowi „Wy”, przeciwko którym występowali uczestnicy marszu. Ale frontów wojny i konfliktów, przede wszystkim politycznych, może być jeszcze wiele. I liderzy wielu takich ugrupowań zdają już sobie z tego sprawę.

Zobacz komentarze