Marsz UPA

Przesuń w dół

Czerwono-czarne flagi

UPA. Dla Polaków to nazwa złowieszcza. To taki "przycisk", który włącza w Polsce agresję, niechęć i poczucie nieufności do ukraińskiego państwa. Słyszymy "UPA" - uaktywnia się złość, ktoś mówi "Bandera" - myślimy "morderca". Dla wielu Ukraińców UPA to ruch, który powinno się szanować i czcić pamięć o jego bojownikach. Walka i czyny członków tej formacji, zwłaszcza w obliczu konfliktu zbrojnego na wschodzie, są samoistnie narzucającym odniesieniem, na którym wzoruje się wielu Ukraińców. Trudna i pokręcona historia stworzyła proste interpretacje, którymi posługują się współcześnie i Polacy i Ukraińcy.

Wczorajszy marsz UPA w Kijowie zorganizowała partia Swoboda. Cała otoczka marszu, powiązanie go z ostatnim posiedzeniem Rady Najwyższej Ukrainy i napięta sytuacja w kraju dosyć wyraźnie narzucały interpretację "polityczną", a nie "ideologiczną" tego wydarzenia. Na marszu "historia", choć dosyć mocno podkreślana, jednak w szerszym kontekście wyraźnie ustępowała miejsca bieżącym potrzebom określonych sił politycznych.

Pewnie wielu zebranych mocno i szczerze wierzyło, że krzycząc o bohaterach z UPA doniosą ten głos do sali obrad ukraińskiego parlamentu. Deputowani Rady Najwyższej mieli rozstrzygnąć czy nadać członkom UPA status walczących o niepodległość Ukrainy.
Nie udało się. Brakło głosów. Może uda się w kolejnym parlamencie. Banery z marszu jeszcze się przydadzą.

Zobacz komentarze