Bykownia

Przesuń w dół

Śladami tragicznej historii

Bykownia, kiedyś wieś pod Kijowem, obecnie to właściwie fragment stolicy Ukrainy. Spory masyw leśny skrywa bliski nam fragment historii. To fragment naszej narodowej tragedii, który do tej pory u wielu wywołuje wzruszenie.

Hałaśliwy Kijów dzieli od tego miejsca zaledwie kilka kilometrów. Stolica nie jest w tym miejscu ładna. Na wylotówce na wschód brakuje porządku i jakby dbałości o pierwsze wrażenie. Wszystko co ładne i atrakcyjne upchnięto dawno w centrum miasta, a reszcie miasta pozwolono rozwijać się bez nadmiernej kontroli. Do Bykowni jest stosunkowo blisko, ale mimo wszystko lepiej podjechać jedną z wielu marszrutek. Pierwszy z kierowców odmawia zabrania, tłumaczy, że on bierze tylko jadących dalej i każe pytać u tych, którzy mają większe busy. Kolejny od razu kojarzy miejsce, rozumie o co chodzi i bez problemu zgadza się wysadzić we właściwym miejscu. Podróż w dawne tragiczne czasy wiedzie przez realia dzisiejszej Ukrainy. Mijamy punkt kontrolny ukraińskiej milicji, przed którym wszyscy zwalniają, by od razu przyspieszyć, po minięciu źle kojarzących się funkcjonariuszy ukraińskiej drogówki. Oni i tak wyrobią normę zatrzymanych kierowców, a złośliwi, albo bardziej uświadomieni, dodadzą, że także i w dodatkowo zarobionych pieniądzach. Mijamy zaniedbany przystanek autobusowy, który wyróżnia się jedynie tym, że namalowano na nim całkiem zgrabny automat kałasznikowa i dopisano, ni to sugestię, ni to przestrogę, by w każdym domu takowa broń się pojawiła. To taki pojedynczy sygnał, że w kraju dzieje się coś złego, choć w samym Kijowie nie czuć wojny zbyt mocno.

Wreszcie widać drogę wchodząca w głąb lasu i pospawane szyny tworzące szpaler krzyży. Kierowca zatrzymuje się, głową wskazuje kierunek i żegna jedynego pasażera, który tym kursem przyjechał w to miejsce. Nikogo nie ma, ale cisza pozwala lepiej przeżyć te odwiedziny. Drzewa są jedynym towarzyszem spaceru leśną drogą, która prowadzi do właściwego miejsca pamięci. Niektóre pnie już od samego początku drogi są obwiązane ukraińskimi wstęgami, tak jakby miały zapraszać do wędrówki do samego końca. Tak aby pobudzić ciekawość i nie pozwolić człowiekowi zboczyć z tego szlaku. Ktoś po coś to zrobił, rozwiązanie, choćby i wzruszające, jest na samym końcu. Zresztą drzewa w Bykowni to oczywisty świadek historii. A może także i symboliczna obecność tych, których kiedyś stracono w tym miejscu.

Trwa wędrówka przez las. Pojawiają się polskie wstęgi oraz zdjęcia i tabliczki. Na tabliczkach nazwiska, fotografie i daty śmierci. Niby rozrzucone bez ładu i składu, ale szybko odczytuje się zamysł pomysłodawców. Tu padł Ukrainiec, tam zabito Polaka, a tam leży jeszcze jeden i jeszcze kolejny. Minie się jedno, drugie drzewo – widzimy kolejne dowody śmierci. Jedne bliżej, drugie niemal nikną wśród gęstwiny. Szpaler drzew owiniętych w narodowe barwy doprowadza do dwóch cmentarzy – polskiego i ukraińskiego. Prawdziwe odzwierciedlenie tego co słyszymy od dawna w mediach o Polsce i o Ukrainie – partnerstwa, braterstwa, bliskości. Tutaj ta bliskość nie niesie za sobą jakiejś wielkiej podniosłości. W tym miejscu łączy wszystkich wspólny szacunek do momentu śmierci i chęć godnego upamiętnienia ofiar dawnego terroru. To nie jest miejsce na politykę i górnolotne deklaracje. To jest chwila na wyciszenie oraz odpowiedni moment na złożenie kwiatów i zniczy.

Nie trzeba przeczytać nazwisk wszystkich zabitych, aby zrozumieć skalę popełnionej w tym miejscu zbrodni. Wstęgi, tabliczki, wykute nazwiska, znicze i las. Wszystko ma znaczenie. Pojedyncze biało-czerwone chorągiewki wyglądają naturalnie. Ich nadmierna obecność byłaby jakąś karykaturalną formą wspomnienia. Pamiętać trzeba, ale też trzeba umieć to robić.

Odwiedziny w Bykowni dobiegają końca. Jeszcze powrotny spacer tą samą drogą i wraca się do świata zgiełku i poważnych codziennych problemów. Szybkie przebiegnięcie przez kilkupasmową drogę, machnięcie ręką i pierwsza marszrutka zatrzymuje się na poboczu. Na horyzoncie Kijów, miga Kałasznikow na wiacie przystanku. Jedna historia została z tyłu, inna cały czas czeka na swoje zakończenie.

30 kwietnia 2015 r.


Zobacz komentarze