Rozmowy

Przesuń w dół

Moje i Twoje zdrowie!

Jeden z wieczorów jest wyjątkowy. Słuchamy w skromnym gronie starych pieśni z Afganistanu. Zostałem zaproszony przez dowódcę na taką małą i swego rodzaju niezwykłą posiadówkę. Panuje cisza. Nie wypada mówić w takim momencie. Z tableta lecą dźwięki starych radzieckich pieśni wojennych. Na chwilę przenosimy się w klimat dawnych walk w odległym kraju, które są niby tylko wspomnieniem.
Oleksander wyraźnie się rozkleja. Melodia i muzyka są dla niego czymś bardzo osobistym. Zaciska pięść i za chwilę proponuje wypić. Wódki nie ma. Z plastikowej butelki rozlewamy do metalowych kubków spirytus. Wznosimy toast, potem kolejny i jeszcze jeden. Za nas, za zdrowie, może w myślach każdy dodaje coś od siebie. Walka, śmierć, wspomnienie, solidarność. Dwie odległe wojny, ale towarzyszą im identyczne myśli. Przynajmniej w głowie dowódcy.
Picie w czasie wojny ma szczególny charakter. Niby wszyscy się uśmiechają, niby jest tak jak zawsze. Ale ciągle powtarzają się te same wątki – my, wy, zdrowie, przyszłość. Wszystko niewidzialnie połączone z życiem i przyszłością w obliczu konfliktu zbrojnego. Nie ma sposobu na zerwanie z tym przyzwyczajeniem.
Trudno też odmówić chłopakom. Mieszkanie pod jednym dachem narzuca zresztą częściowo ten sam rytm życia i zachowań. Dalej nie wiem czy piją, bo chcą i mogą, czy też jest im to potrzebne dla jakiegoś oderwania się od rzeczywistości. Może nikt z nich nie zadaje sobie takich pytań? Skoro jest butelka to pijemy i nie dorabiamy do tego jakiejś ideologii. Podczas rozmów nikt nie mówi o wielkim patriotyzmie, o jakimś wielkim poczuciu oddania dla sprawy.

Patriotyzm na froncie wydaje się postawą bardzo naturalną. To nie jest Kijów czy inne miasto gdzie przybiera on raczej formę werbalnej deklaracji. Gdzie postawa poświęcenia kończy się na założeniu wstążki w ukraińskich barwach i przekazaniu kilku hrywien na cele armii, po czym wraca banalność problemów życia codziennego. Patriotyzm to także czas i miejsce gdzie się go okazuje. Skromne i zarazem surowe warunki pobytu i walki jakoś naturalniej wyglądają niż spokojne ulice ukraińskich miast. Front jest sprawdzianem, może chłopaki czują, że ich postawa jest w jakiś sposób lepsza bądź bardziej ukraińska. Nie siedzieli spokojnie na tyłach, nie uciekli przed poborem, lecz po prostu poszli walczyć.

Proza życia

O życiu zwykło się rozmawiać w aurze wyciszenia i najlepiej wieczorem lub nocą. Jakby te elementy dodawały wagi takim rozmowom. Tak więc wieczorami toczymy długie rozmowy na dyżurce. Chłopaki, którzy siedzą tam po kilka godzin nudzą się standardowo, więc i chętnie zabijają nudę pogawędkami o swoim życiu. Wołodia opowiada o sobie i o swoim losie. A jego życie to teraz batalion. Kiedyś chyba pracował jako ochroniarz, nie doprecyzowuje tego, ja też nie dopytuję. Rodzina jest gdzieś w obwodzie ługańskim. Na terenach kontrolowanych przez armię ukraińską, ale blisko frontu. Teoretycznie jest bezpieczna, ale walki trwają i różnie może się to wszystko jeszcze potoczyć. Półmrok pomieszczenia tylko dodaje jego opowieści ciężaru znaczeniowego. Mówi powoli, rzadko łapiąc kontakt wzrokowy. Obok leży jego automat. Spokojnie, z uśmiechem prosi, aby nie fotografować zarówno jego, jak i broni. Rodzina jest niby bezpieczna, ale przyszłość przecież niepewna. Ujawnienie jego twarzy może być wyrokiem dla bliskich, numer broni może doprowadzić do poznania jego nazwiska.
Za dzień czy dwa w całkowitym mroku będziemy żegnali się pod bazą batalionu. On, jak kilkudziesięciu innych chłopaków będą jechali do Kijowa na odpoczynek. Ze wszystkich zeszło napięcie i dyscyplina od razu się rozluźniła. Nie ma to jednak większego znaczenia. Są momenty, że tak można i nawet trzeba. Życzymy sobie na odjezdnym wszystkiego dobrego i wszelkiego powodzenia w życiu. Żołnierski uścisk i objęcie podsumuje naszą krótką znajomość. Autobus wypełniony żołnierzami będzie żegnała krótka salwa z automatów. Na tyle krótka, aby można było mówić o dostojnym pożegnaniu, ale nie za długa, aby nie wystraszyć mieszkańców miasta.

Na dyżurce będziemy gadali z Andriejem, młodym chłopakiem ze Lwowa. Dwudziestolatek, który będzie mówił niczym dojrzały mężczyzna. Tym razem i nastrój rozmowy będzie bardziej wesoły i tematyka będzie inna. Będziemy rozmawiali o życiu, o Polsce i o Ukrainie, o jego dziewczynie i o ślubie, który planuje. Powie, że musiał jechać na front, gdyż jego dziewczyna zadała mu proste pytanie – „co powiedziałbyś swojemu dziecku gdyby cię zapytało co robiłeś w tym czasie”? No właśnie. Wymienimy się z nim numerami telefonów, ale akurat z nim nie zdążę się pożegnać. On gdzieś zniknie, a ja będę musiał wyjechać.
Będą też rozmowy i z innymi chłopakami. Czasem to będzie krótkie przywitanie, czasem jakiś intensywny dialog. Każda z rozmów będzie elementem poznawania mikroświata, jakim jest ich oddział. Krótkie, serdeczne wymiany zdań. Uścisk dłoni i uśmiech na twarzy. Tragiczna i fascynująca jest wojna.

Fragment tekstu o pobycie na Donbasie, który ukazał się w numerze internetowego magazynu E-terroryzm. http://e-terroryzm.pl/

Zobacz komentarze