Zerwany most

Przesuń w dół

Nikt nie rzuci Donbasu na kolana

Donbas. Ponure i depresyjne terytorium. Krnąbrny kraj, który zawsze uważał się za element nie do końca pasujący do Ukrainy. Dumny Donieck, Makiejewka, Ługańsk i inne miasta. Dumni mieszkańcy wierzący w swoją siłę i moc wschodniego regionu Ukrainy. Donbasu nikt nie rzucił i nie rzuci na kolana. Donbas zawsze będzie triumfował. Taka mentalność, takie przekonanie siedzące w głowach wielu mieszkańców.

Bezkresne drogi przecinają ukraińskie obwody. Wielkie przestrzenie wprowadzają w stan rozmyślań nad historią Ukrainy, jej obecną złożoną sytuacją i niepewną przyszłością. Ukraińskie drogi od zawsze były przedmiotem wspomnień osób wracających z podróży samochodowych. Teraz jest jednak pewna zmiana. Dziury, które od zawsze wyklinano, powstały w czasach pokoju. Świeże wyrwy i leje już w czasach wojny. Przetoczyła się ona w zeszłym roku przez Słowiańsk i Kramatorsk. Teraz w ich miejsce pojawiły się Mariupol, Debalcewo, Stanica Ługańska. Wszystko zależy od tego gdzie ktoś ginie, gdzie się strzela, gdzie warto wysłać ekipę z kamerą.

Jesteśmy niedaleko Słowiańska. Ja i dwóch towarzyszy z pewnego ukraińskiego oddziału. Towarzyszą mi w podróży przez niewielki fragment wschodniej Ukrainy. Trzech chłopaków, da kałasznikowy i jeden aparat. Przyjeżdżających do miasta wita betonowy napis – Słowiańsk. Teraz przybrał on niebiesko-żółty barwy. To stosunkowa nowa moda na malowanie nazw miejscowości i oznaczania przynależności danego terenu.
Przy pobliskim przejeździe kolejowym bawią się psy. Obok przemykają prywatne samochody. Czasem przejeżdża sprzęt wojskowy. Na jednym ze słupów ktoś przymocował wieniec. Ktoś tu zginął, choć nie wiadomo w jakich okolicznościach. Krajobraz okolic siłą rzeczy narzuca oczywiste skojarzenia. W promieniu kilometra duża część domów jest zniszczona bądź w najlepszym przypadku jedynie uszkodzona. Kikuty drzew odcinają się wyraźnie na tle połaci śniegu. Śnieg przysypał okopy i schrony. Trzeba uważać, aby nie skręcić nogi w jakiejś dziurze powstałej po wybuchu większego pocisku.
Niedaleko znajduje się skromny posterunek, który został ustawiony przy mostach prowadzących do jednego ze strategicznych obiektów. Kilku chłopaków, stara ciężarówka i jedno niewielkie stanowisko ogniowe. Złudne wrażenie, że ktoś czegoś pilnuje a coś jest w sposób wystarczający zabezpieczone. Chłopaki stoją bo taki mają rozkaz, ale widać, że sami nie do końca wierzą w sens tego posterunku. Podjeżdża cywilny samochód z rodziną, która przynosi siatkę wypełnioną jedzeniem. Niespodziewani goście zapewniają, że tyle produktów mogą raz na tydzień spokojnie przywieźć. Stwierdzają także z pełnym spokojem, że za taką pomoc, tam gdzie mieszkają ktoś może nawet wrzucić im do mieszkania granat. Wszyscy rozumieją się bez słów, nikogo nie dziwią nowe warunki życia. Każdy rozjeżdża się w swoją stronę. Za oknem miga jakiś pozytywny napis o Donieckiej Republice Ludowej. Od niebiesko-żółtego napisu na wjeździe do Słowiańska dzieli nas może kilometr.

Podjeżdżamy na położony w pobliżu pontonowy most. Betonowa konstrukcja starego wysadzonego mostu, którego kikut stoi obok, jest teraz namacalnym sygnałem, że tu toczyły się ciężkie boje. Obok rozłożyli się ukraińscy żołnierze, którzy dzień i noc pilnują aby i nowa konstrukcja nie podzieliła losu swego poprzednika. A noce są tu niespokojne. Wojskowy, który podjechał informuje, że w nocy ktoś w pobliżu strzelał. Kto, gdzie, w jakim celu, nie wiadomo. Jesteśmy kilkadziesiąt kilometrów od linii frontu, ale spokój jest bardzo złudny. Społeczeństwo jest podzielone i nie każdy patrzy na ukraińską armię jak na gwarant bezpieczeństwa. Daje się wyczuć z tych wszystkich rozmów, że coś pękło, choć nie wiadomo jeszcze jak bardzo. Powstały podziały, których skali nikt jeszcze nie jest w stanie ocenić.

Pora ruszać w drogę, żegnamy się, a za sobą zostawiamy zerwany most...


Zobacz komentarze