Zapomniana wojna

Przesuń w dół

Wojna na Donbasie została zapomniana. Po pierwszej fali zainteresowania i uważnym śledzeniu kto kogo bije w danej fazie konfliktu, uwaga wszystkich zainteresowanych zaczęła być kierowana jakby w innych kierunkach. Donbas powoli zaczął znikać z pola uwagi i mogło by się wydawać, że konflikt na wschodnich rubieżach Ukrainy zakończył się i w sumie panuje już tam zupełny spokój.
Jakaś racja w tym powszechnym myśleniu była. Rok temu podpisano porozumienie w Mińsku, które zakładało zmiany w ukraińskiej konstytucji, przerwanie wymiany ognia, wybory na Donbasie i szereg innych kroków mających w założeniu uregulować sytuację. Tak się nie stało i nikt do końca nie wie kiedy nastąpi realny postęp. Zapisy z porozumienia nie weszły w praktyce w życie. Jedyne kroki naprzód zostały poczynione w kwestiach takich jak wymiana jeńców czy też prace nad rozminowaniem określonych obszarów. Ważne dla cywilnych mieszkańców i dla pojedynczych osób i ich rodzin, ale nie zmieniające jednak kształtu konfliktu.

Granica, która wyrosła pomiędzy terenami kontrolowanymi przez Ukrainę i przez siły separatystyczne nazywana jest linią rozgraniczenia. Liczy ona 586 km. Dla żołnierzy, którzy tkwią tam w okopach i schronach to po prostu front. W jeden dzień może być spokojnie, w drugi też, a w trzeci nagle ktoś nagle otworzy ogień i zacznie się walka. Konflikt przerodził się w wojnę pozycyjną. Nie ma teraz jakichś niespodziewanych ataków i większych zmian terytorialnych. Kręcą się wszędzie grupy dywersyjne, ale to jednak nie to samo co natarcia z użyciem czołgów i artylerii. Używa się broni maszynowej, granatników, czasem moździerzy. Pojawiają się doniesienia i o sporadycznym używaniu cięższych rodzajów broni.

Zwykli ludzie i żołnierze przemykają pomiędzy domami i okopami i zerkają w stronę pozycji przeciwnika. Może dziś nikt nie będzie strzelał, a może po prostu patrzą z niejakim zrezygnowaniem w tamte okolice. Zmęczeni, zobojętniali, źli na wszystko i na wszystkich.


Zobacz komentarze