Na wojnie prawda jest tylko jedna

Przesuń w dół

W maju 2014 r. podczas starć pomiędzy tzw. Majdanem i Antymajdanem w Odessie zginęło kilkadziesiąt osób. Większość z nich zginęła w budynku związków zawodowych na Kulikowym Polu. Śledztwo w tej sprawie cały czas trwa.

Starsza kobieta niemal podnosi głos kiedy mówi o wydarzeniach sprzed dwóch lat. Stoimy przez zniszczonym i otoczonym płotem budynkiem, który kojarzy się teraz przede wszystkim z 2 maja 2014 r. Gestykuluje, stanowczo prezentuje swoje poglądy na banderowców, nacjonalistów i tych wszystkich, którzy jej zdaniem są winni tej okropnej tragedii. Swoje słowa kieruje do mnie, ale obrywa się także grupce ukraińskich specnazowców, którzy leniwie spacerują po Kulikowym Polu.
- Tu zginęło 700 osób! Wiem, bo dostałam dokładną informację. - E, nie. Tyle osób nie zginęło. - uspokajają ją inne osoby uczestniczące w rozmowie. Ale widać, że jej jakoś specjalnie nie przekonują. Gdzieś w głowie utkwiła taka liczba i chyba nic tego nie zmieni. Po innych osobach wyraźnie widać, że także zdecydowanie opowiadają się po stronie tzw. Antymajdanu czyli osób, które dwa lata temu występowały przeciwko nowym władzom i jednocześnie podkreślały bliskość związków z Rosją. Ale nawet dla nich taka liczba ofiar jest zdecydowanie nie do przyjęcia. Tragedia i to wszystko co wiedzieli żyje w nich nadal. Jak sami mówią przychodzą tu regularnie. Są dzisiaj, będą i jutro podczas obchodów rocznicowych.

Jednym z uczestników tej rozmowy jest starszy mężczyzna. Zabiera mnie na herbatę i wciąga w rozmowy o Polsce, historii Europy i sytuacji na Ukrainie. Zakres tematów o Polsce nie dziwi. Jest niemal identyczny jak tematyka rozmów, które odbywałem czy to w Doniecku czy to w Charkowie z osobami prezentującymi bardziej antykijowską i prorosyjska postawę.
- Co sądzisz o katastrofie w Smoleńsku? A wiesz, że to wszystko przez Kaczyńskiego, który był alkoholikiem. A dlaczego Rzeczpospolita szła na nasze ziemie? No i dlaczego znosicie pomniki Armii Radzieckiej? Nie są to łatwe rozmowy. Niby odpowiedzi nie są takie trudne, ale nie o treść tu się generalnie rozchodzi. Za słowami idzie postawa narzucająca pewien punkt widzenia i próbę jego wtłoczenia w głowy innych. A skoro trafia się Polak, to może warto mu uzmysłowić pewne rzeczy bądź przynajmniej pozadawać pytania o rzeczy, które leżą komuś na sercu.
Ale na szczęście na Polsce rozmowa się nie kończy i dotykamy wielu innych spraw. Ukraina jawi się w nich jako państwo niemalże upadłe i zniszczone przez całą klasę polityczną. Czy jest ktoś kto reprezentuje południe Ukrainy? Nie ma. Czy są jacyś politycy, którym ufa? Nie ma, no może szef ukraińskich komunistów – Symonenko. Nie omijamy i dyskusji o tragedii sprzed dwóch lat. Słyszę ze szczegółami gdzie kto uciekał, jak wyglądała walka i kto gdzie zginął. Słyszę od naocznego uczestnika szczegóły walki, a dokładniej detale rozpaczliwej próby ocalenia życia.
- To ile osób łącznie zginęło w tym miejscu? 700? - drążę temat wymienionej chwilę wcześniej liczby ofiar. - Nie, nie. Gdzieś około 160 osób.

Patrole ukraińskiego specnazu kręcą się po Odessie i tworzą wrażenie, że wszystko jest pod kontrolą. W tym świątecznym okresie kiedy miasto wydaje się częściowo opustoszałe, a ludzie przechadzają się leniwie w cieniu drzew trudno sobie wyobrazić jakiekolwiek próby zmiany tej sytuacji. Chyba mało kto, poza służbami odpowiedzialnymi za bezpieczeństwo, myśli w tym kontekście o najbliższych dniach. Chłopaki objuczeni sprzętem spędzają czas raczej na robieniu sobie zdjęć z turystami niż na wnikliwym rozglądaniu się za podejrzanymi osobami. Da się odczuć, że to pokaz siły i wyraźne zaakcentowanie tego do kogo należy miasto. Na Kulikowym Polu wdaję się w rozmowę z jednym z nich. W ręku Kałasznikow, przy pasie pistolet z tłumikiem, ale atmosfera bardzo przyjazna.
- Czujemy wsparcie z Polski, jesteśmy bardzo wdzięczni za to wszystko. A wiesz, że tu przede wszystkim zginęli ludzie z Naddniestrza, którzy przyjechali robić prowokacje? Nie widać specjalnie, aby ich żałował, bo otrzymali to, na co wg niego zwyczajnie zasłużyli. No bo po co się w końcu pchać do cudzego państwa?

Według oficjalnych danych 2 maja 2014 r. łącznie w Odessie zginęło 48 osób, zdecydowana większość z nich byli to obywatele Ukrainy i jednocześnie mieszkańcy Odessy..

Zobacz komentarze