Granica

Przesuń w dół

Jak wygląda wojna w Donbasie?

Czasem właśnie tak, jak na jednej z ostatnich ulic Mariupola. Niepozornie. Daleko i zarazem bardzo blisko.

Zaśnieżona ulica stanowi osiedlowa naturalną granicę miasta. Kiedyś nosiła nazwę Marszałka Żukowa. Obecnie to ulica Obrońców Ukrainy. Na zachód od niej leży jedna z większych dzielnic mieszkalnych Mariupola, a sięgając wzrokiem jeszcze dalej - pozostałe dzielnice, w tym potężne zakłady przemysłowe. Na wschód od ulicy, wśród pól i niewielkich linii drzew oraz kilku samotnych wsi, trwa wojna.

Place zabaw, obskurne garaże i niezbyt urodziwe bloki od ulicy dzieli kilkadziesiąt metrów. Jeśli alejki osiedlowe nie wystarczają, pozostaje szeroka, rzadko wykorzystywana ulica. Przejedzie po niej wózek i sanki, czworonożni przyjaciele będą mieli wręcz aż za dużo miejsca do zabawy.
Dalej jest już wojna. Dalej jest już nieznane. Kilka, kilkanaście kilometrów i front. Umocnione rejony obu stron, dziesiątki żołnierzy i ciężki sprzęt wojskowy.
Nikt już nie zapuszcza się w tamte rejony poza nielicznymi mieszkańcami z tamtych okolic, który zdecydowali się tam pozostać, trwać i pozostać przy życiu mimo ciągłych walk. Mieszkańcy blokowiska traktują ulicę jako ostatni fragment ich iluzorycznego pokojowego życia. Bo co to za beztroskie życie, jeśli wyprowadzając dziecko na spacer słyszy się wybuchy pocisków artyleryjskich lub serie z broni maszynowej. Kiedy rozmowa przez telefon komórkowy może być zagłuszona dudnieniem niosącym się ze wschodu.

Wszyscy mają jej dość. Nauczyli się z nią żyć. Ale przywyknięcie do jej odgłosów to tylko naturalna postawa obronna. Bo co zrobić? Wyjechać? Nie zawsze jest dokąd i za co. Podróż trolejbusem do centrum miasta to tylko krótkie oddalenie od siebie negatywnych aspektów życia w takim miejscu. Ciężko opuścić swoje mieszkania i dobytek, więc pozostaje wszystkim czekanie na koniec tego wszystkiego. I pewnie już wszystko jedno z jakim ostatecznym rozstrzygnięciem.


Zobacz komentarze